Nie ma umowy w sprawie elektrowni atomowej
Umowa w sprawie wspólnej budowy elektrowni atomowej Ignalina II nie została podpisana. Jak podała Gazeta.pl, litewski premier twierdzi, że nasz kraj jest wciąż mile widziany, ale premier Łotwy dodał, że nie rozumie postawy Polski.
W piątek 6 lipca Wilnie miała zostać podpisana umowa w sprawie budowy elektrowni. Na Litwę przyjechali premier Estonii Andrus Ansip i Łotwy Andrus Kalvitis. Jarosław Kaczyński nie dojechał - późnym wieczorem w czwartek powiadomił litewskiego kolegę Giedyminasa Kirkilasa, że zatrzymała go sytuacja w kraju. Ale nie jest przesądzone, czy Polska w ogóle przystąpi do projektu - zgodnie z przyjętą przez litewski parlament ustawą Litwini chcą zachować 34 proc. udziałów w Ignalinie. Pozostałe kraje będą miały po 22 proc. To nie bardzo się podoba stronie polskiej, wcześniej mówiło się o równym podziale.
- Zgodziliśmy się na rozpoczęcie negocjacji między naszymi firmami energetycznymi - obwieścił wczoraj premier Estonii. Zaś szef rządu Litwy dodał, że Polska potwierdziła udział w projekcie. Premier Łotwy Andrus Kalvitis stwierdził jednak, że nie rozumie postawy Polaków: z jednej strony są zainteresowani projektem, z drugiej nic konkretnego nie robią, żeby on ruszył. Dodał, że nadal chce, żeby Polska wzięła udział w projekcie, ale negocjacje powinny być bardziej aktywne i rzeczowe. Litewska agencja prasowa Leta twierdzi, że umowa może być podpisana jesienią.
Parytet akcji jest drażliwą sprawą dla Polaków i Litwinów. - Udziały poszczególnych krajów mogą się zmienić, ale nasz raczej nie - powiedział agencji Reuters anonimowy litewski urzędnik. Najbardziej pragmatyczne stanowisko w tej kwestii mają Estończycy - Nie obchodzi nas, jaki pakiet akcji dostaniemy, ważne, żeby energii, która przypadnie Estonii, wystarczyła na pokrycie 25 proc. popytu wewnętrznego.
Negocjacjami zajmą się teraz firmy energetyczne czterech krajów. Mają przygotować umowę spółki. Czasu jednak jest niewiele. Litwini chcą, żeby elektrownia została zbudowana do 2015 r., a budowa elektrowni atomowej zajmuje od sześciu do ośmiu lat. Trzeba będzie także wybrać dostawcę reaktora - zainteresowanie wyraziły już dwaj potentaci - francuska Areva oraz amerykański General Electric. - Wybierzemy dostawcę z Europy, Ameryki lub Japonii, ale raczej nie Rosji - mówił estoński premier.
Zobacz również:
Ukraina zainteresowana projektem elektrowni atomowej
Likwidacja kontraktów długoterminowych w energetyce
Sprawozdanie z działalności Prezesa URE
PKE chce wybudować elektrownię wolną od CO2
Energetyka jądrowa na Politechnice Warszawskiej
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



